Smocze łzy


  Im miejsce ciekawsze i bardziej tajemnicze, tym tworzy się większa  przestrzeń, aby wypełnić ją niesamowitymi historiami. W tradycji polskiej zawsze były obecne legendy, klechdy i  podania, które mimo, że dotykały swą treścią prawdziwych miejsc, bądź postaci, nie miały prawie nic wspólnego z historyczną prawdą. Stanowiły one nie tylko element folkloru miast czy wsi, ale były często ważnym narzędziem w wychowywaniu dzieci. Przekazywane w formie ustnej z pokolenia na pokolenie, w różnych wersjach krążyły po domach. To właśnie w tych opowieściach, dobro walczyło ze złem, małe dziewczęta i chłopcy stawali się bohaterami. W odróżnieniu od bajek i baśni, legendy i klechdy były zawsze łatwiej przyswajane, bo ich akcje działy się w konkretnych, znanych z miejsca i nazwy: zamkach, miastach, górach czy lasach.

okładka

We wrześniu do wszystkich zielonogórskich szkół podstawowych, przedszkoli, bibliotek publicznych, świetlic środowiskowych i gromad zuchowych dotrą egzemplarze książki „Smocze łzy” – legendy zielonogórskie. To zbiór ośmiu opowieści dotykających miejsc, które po 1 stycznia 2015 roku weszły w obszar wielkiej Zielonej Góry. Ilustracje do książki wykonał znany zielonogórski plastyk Igor Myszkiewicz.

Mamy nadzieję, że zarówno treść jak i barwne ilustracje pobudzą dziecięcą wyobraźnię i pomogą w budowaniu więzi z naszą małą ojczyzną. Bardzo byśmy chcieli, aby książka stała się pretekstem do wyruszenia na krótkie wyprawy w gronie rodziny, klasy czy gromady zuchowej i dotarcia do miejsc tam opisywanych.  W wyjazdach pomocna będzie z pewnoscią mapa umieszczona na końcu kiążki, a informacje w rozdziale ziarenka prawdy przybliżą odwiedzane miejsca .

Nasze miasto pełne jest tajemniczych i niezwykłych miejsc, na które często nie zwracamy uwagi. Gwarantujemy, że każdy kto tam dotrze i rozwiąże zadania prezentowane na stronie internetowej zdobędzie tytuł i odznakę „Tropiciel Legend”. Ci, którzy wykonają te zadania najlepiej otrzymają dodatkowo certyfikaty i statuetki smoczych łez.

Ksiażka oraz zdobywanie odznaki są częścią projektu realizowanego przez stowarzyszenie
 „Nasze Zatonie” przy współpracy z Zielonogórskim Ośrodkiem Kultury, Lubuskim Stowarzyszeniem Profilaktyki Społecznej oraz pomocy finansowej Miasta Zielona Góra.

Zapraszamy do lektury i wyruszenia szlakiem zielonogórskich legend.

Jarosław i Radosław Skorulscy

Wodnik Kiełpek 


    Poczwara z niego była okropna, bo głowę miał jak łeb kiełba. Kto widział tę rybę wie, że ma szeroką, żabią paszczę, a z kącików warg wiszą jej po dwa oślizłe wąsy. Wodnik Kiełpek był niewielkiego wzrostu i chodził zawsze przygarbiony. Nie dlatego że chciał, ale ponieważ ciągle chował się w szuwarach i krzakach. Ludzie oceniali go po wyglądzie i nieraz zdarzało się, że rzucali w niego czym popadnie, raz drągiem, a innym razem kamieniem. Każdy wodnik miał swój rewir, a Kiełpek mieszkał w rzeczce Śląska Ochla i w strumieniach, które do niej wpadają. Znali go więc mieszkańcy Jeleniowa i Zatonia, Barcikowic i Ochli. Jak zapuszczał się Dłubnią, to i do Zielonej Góry dopływał. Ale najczęściej spotkać go było można niedaleko mostu we wsi, którą w końcu od imienia wodnika nazwali Kiełpinem. Źle o nim mówiono: że pożary wywołuje albo że krowy, jak go zobaczą, mleko przestają dawać. Ale on, wbrew temu co mówili, nic złego nie czynił. Panując nad rzeczką i strumieniami sprawiał, że źródła więcej wody pompowały, gdy latem jej brakło. Pomagał ukryć się wydrom i bobrom, gdy myśliwi ruszali na polowania. Ludzie jednak tego nie wiedzieli, a w zasadzie nie chcieli wiedzieć. Kiedy uratował dzieci, topiące się w rzeczce, nikt ich nie słuchał, kiedy o tym opowiadały, a przekornie mówiono, że to wodnik je w wodę wciągał i chciał potopić. Pędził więc Kiełpek życie samotnika okryty złą, a niezasłużoną sławą. Nikt z ludzi, którzy go przepędzali, nie zdawał sobie sprawy z tego, że ma on wielką moc czynienia wszystkiego z tym, co w wodę wpadnie. Często wieczorem wychodził Kiełpek na brzeg, żeby ludziom mieszkającym w pobliskich wioskach z daleka się przyglądać: jak tańczą w karczmie przy muzyce, jak śpiewają i pracują w gospodarstwach i marzył, że i on kiedyś będzie miał z kim porozmawiać i dzielić swój czas.

***

    W Jeleniowie mieszkała piękna Grażka, która każdego dnia o świcie chodziła do pałacu w Ochli, gdzie usługiwała. W połowie drogi, gdzie nad rzeczką był przerzucony mostek, stawała i przeglądała się w wodzie. Spoglądała, czy ma dobrze ułożone włosy, żeby właścicielka, gdy będzie przyjmować gości, nie narzekała, że jej służąca źle wygląda. Nieraz ją wtedy obserwował Kiełpek, a gdy woda była mętna, na jedno jego skinienie robiła się jak kryształowe lustro, żeby Grażka mogła się przejrzeć.
    Pewnego razu, kiedy państwo z pałacu wyjechali z wizytą do rodziny, zarządzono remont. Trzeba było wymienić wszystkie pałacowe drzwi. Przyjechał więc stolarz wraz ze swoimi uczniami ze wsi za lasem. Wśród nich był i młody Jędrek. Zresztą Jędrków w tej wsi było wielu, bo prawie w każdym gospodarstwie. Taka panowała tam tradycja i stąd nazwa wsi się wzięła - Jędrzychów. Żeby ich nie pomylić, każdy Jędrek miał przydomek, gdyż nazwisk wówczas jeszcze nie używano. Na ucznia stolarza mówiono Jędrek Mokry, bo uwielbiał się kąpać w strumieniu. Co dzień rano szedł do Dłubni, która przed domem przepływała, i cebrzykiem wodę nabierając, cały się polewał. Stolarz, u którego pracował, co dzień wozem ruszał do pałacu w Ochli i zabierał uczniów wraz z narzędziami, żeby pracę swoją wykonać. Kiedy tak pracowali, Grażka donosiła im mleko i chleb.
Młodzi od razu wpadli sobie w oko. Jędrek opowiadał jej o szkatułkach drewnianych, jakie robił, a ona o chustkach, jakie w domu haftowała. Młodzi wkrótce zapałali do siebie miłością i Jędrek po skończonej pracy odprowadzał dziewczynę co dzień do mostu za wsią. Na znak swego uczucia podarował jej kolorowy rzemyk na szyję, który przywiózł z odpustu. Patrzył na to wszystko zazdrosnym okiem młody panicz Martin, który się w Grażce podkochiwał. Złościł się wielce, że ta jego zaloty odrzuca. Kiedy panicz Grażkę chciał kolejny raz uwieść, to mu odrzekła, że zgodę uzyskawszym od matki i ojca, Jędrek wkrótce zostanie jej mężem. Tylko ma za dwa dni przyjść do pałacu i prosić
wielmożną panią o zgodę na ślub. Było bowiem takie prawo, że służba w tamtych czasach jedynie za zgodą właścicieli mogła brać ślub. Wtedy Martin wpadł na szatański pomysł, by młodym plany pokrzyżować, i ukradł swojej matce naszyjnik z rubinowym oczkiem, oskarżając o kradzież Grażkę. Na nic się zdały zapewnienia dziewczyny, że nie jest złodziejką, a jedynie uczciwą i oddaną służącą. Kiedy Jędrek o zgodę na ślub przyszedł panią prosić, ta mu w złości odrzekła:
- Grażka nie na pokojach, a od dzisiaj w kuchni przy piecu będzie pracować i nie dostanie grosza zapłaty, zanim pieniędzy za naszyjnik nie zwróci. Jak odda wszystko, to dopiero wówczas będzie mogła wyjść za mąż.
- Miłościwa pani, Grażka służyła ci wiernie przez tyle lat, jakże więc mogła ukraść ten klejnot?
- bronił narzeczonej chłopak.
- Prócz rodziny tylko ona miała dostęp do moich pokoi - mówiła pani w złości.
Zrozpaczony Jędrek na odchodne rzekł, że to panicz Martin za tym wszystkim pewnie stoi. Nikt go jednak słuchać już nie chciał. Zapłakana Grażka szła do domu. Stanęła na mostku i w rozpaczy, roniąc łzy, mówiła:
- Gdybyś ty, rzeczko, choć głęboką była, to bym się z mostku rzuciła, bo żyć bez Jędrka już nie mogę. Nigdy ja pieniędzy nie uzbieram na spłatę długu ani pani też nie zdołam przekonać, że jestem uczciwa. Przyjdzie mi żyć w samotności i wielkim wstydzie.
    Zdjęła z szyi rzemyczek, który od Jędrka dostała, i rzuciła go w nurt Śląskiej Ochli. Kiedy tak wypłakiwała całą swoją niedolę, w zaroślach przysłuchiwał się temu wodnik Kiełpek. Chwyciła go za serce historia Grażki i rzemyczek wyłowił, zastanawiając się, jak pomóc dziewczynie i jej ukochanemu. Tymczasem zemsty Martina nie było końca. Młody panicz czuł, że Jędrek z Jędrzychowa upokorzył go przed matką i służbą, wskazując jego winę w historii z naszyjnikiem. Nałożył długi płaszcz i kapelusz, by go nikt nie rozpoznał, i pognał o zmroku co koń wyskoczy do kiełpińskiej karczmy. Znane to było miejsce, gdyż różni zbóje z okolicy często tam przesiadywali. Lubili tę karczmę, bo skryta była między lasami. Panicz wszedł do gwarnej izby i rozejrzał się, sprawdzając, gdzie siedzi najbardziej podejrzane towarzystwo. Podszedł do stolika przy otwartym oknie i dwa złote talary na stół między dzbankami wina położył, mówiąc:
- Jędrka Mokrego z Jędrzychowa trzeba obić kijami, bo ludzi obraża, nicpoń, bez potrzeby.
Wtedy podniósł głowę herszt zbójów i wielką dłonią przykrył złoto. Uśmiechnął się, pokazując
resztki zębów, i rzekł:
- Ma się rozumieć, paniczu - a mówiąc to, rozglądał się, czy ktoś transakcji nie obserwuje.
- Tylko tak to zróbcie, żeby was chłopak nie rozpoznał - zaznaczył Martin.
- Rozmawiasz z najlepszymi fachowcami od takiej roboty. Jeszcze dzisiaj w nocy Jędrek pożałuje tego, co ci paniczu zrobił.
    Martin prosto z karczmy pojechał na kilka dni do kuzyna, który za Kożuchowem mieszkał, aby nikomu do głowy nie przyszło kojarzyć jego osobę z pobiciem. Ale ani on, ani zbóje nie wiedzieli, że w wysokich malwach przy otwartym oknie karczmy siedział schowany Kiełpek, który jak co wieczór pod okna podchodził, żeby na ludzi z ukrycia popatrzeć.
    Wodnik, usłyszawszy, co planuje Martin, przeraził się, że i tak smutna historia jeszcze bardziej się komplikuje. Zaczął myśleć, jak dostać się do Jędrka, by go ostrzec. Droga przez las dla wodnika była zbyt długa. Wyschnę, pomyślał, i proszek ze mnie tylko zostanie. Muszę płynąć Śląską Ochlą do Zatonia, a tam do Dłubni wskoczę i do Jędrzychowa popędzę. Dobra to była droga dla wodnika, ale dużo dłuższa, niż mieli do pokonania zbóje. Kiedy wodnik dotarł na miejsce, Jędrek leżał już strasznie pobity przed swoim domem. Wyczłapał się Kiełpek z Dłubni i z całych sił ciągnął leżącego Jędrka w stronę swego strumienia. Nabrał w cebrzyk wody i opatrzył mu rany. Kiedy o świcie chłopak się ocknął cały obolały, nic nie pamiętał prócz tego, że zbóje do jego domu wtargnęli. Rozglądał się więc dookoła, chcąc zrozumieć, co się wydarzyło. Leżał na zielonej trawie, a głowę miał na poduszce z mchu. Był przykryty liśćmi łopianu, a wszystkie rany miał obłożone liśćmi babki. Wstał z trudem z tego dziwnego posłania i wszedł do strumienia. Kiedy sięgnął po cebrzyk, zobaczył, że wisi na nim piękny, rubinowy naszyjnik na złotym łańcuszku. Przez obolałą głowę przechodziły mu najróżniejsze pytania: Co się w nocy stało? Kto mnie pobił? Kto potem rany opatrzył? I kto zgubił ten piękny naszyjnik? Siedział nad strumieniem i zastanawiał się, a że był uczciwy, to od razu pomyślał, że zgubę sołtysowi Jędrzychowa odda, żeby ten poszukał właściciela. Wtedy w zaroślach coś się poruszyło. Jędrek odskoczył i ujrzał wielką żabią łapę wystającą zza tataraku.
- Nie bój się, Jędrku - cichy głos dobiegł z zarośli.
- Jak mam się nie bać, jak coś strasznego czai się w krzakach?
- To ja, Kiełpek, tu jestem.
- To ty zgubiłeś ten naszyjnik?
- Naszyjnik jest twój - powiedział wodnik.
- Nieprawda. Ja nigdy nie miałem takich klejnotów - zaprzeczył chłopak.
- Twój, mówię. Znam ciebie i Grażkę, i wiem, że zasłużyliście na to, by być razem. Oddaję wam tylko to, co wasze.
- Jakże to? - dziwił się Jędrek.
- Bez wody jestem tylko oślizgłą pokraką, ale w wodzie mogę czynić wszystko. Rzemyk Grażki, który rzuciła z mostku, w łańcuch złoty, a każdą kroplę twojej krwi, która do Dłubni spłynęła przy opatrywaniu ran, w czerwony rubin zamieniłem. Ot, i wszystko. Możesz teraz iść do pałacu w Ochli dać naszyjnik pani i o rękę Grażki poprosić.
    Rozmawiali jeszcze dłuższą chwilę o tym, co w nocy się wydarzyło, a Jędrek nie mógł uwierzyć, że tyle nieszczęść może w szczęście się obrócić. Pani w pałacu była wielce zadziwiona. Naszyjnik przyjęła, mówiąc, że jest piękniejszy od tego, co zginął. W następną niedzielę ślub w kościele w Ochli ogłoszono. Zanim do niego jednak doszło, Grażka z Jędrkiem nad rzeczkę poszli i podziękowali wodnikowi. Poprosili go jeszcze, żeby welon za panną młodą niósł na ślubie. Popłakał się Kiełpek ze szczęścia, że po raz pierwszy między ludźmi będzie mógł przebywać. I powiedzieć trudno, czy bardziej on był szczęśliwy, czy młodzi na tym weselu. Niósł więc dumnie welon, a za nim szły dzieci i polewały go od czasu do czasu wodą z cebrzyka, żeby nie wysechł. Bawił się i tańcował w gospodzie, a ludzie się przekonali, że choć wygląd miał lichy, to serce ogromne. Można by było w tym miejscu opowieść zakończyć, gdyby nie to, że Martin się o weselu dowiedział i z gościny od kuzyna pędził na koniu, żeby jeszcze młodym w uroczystości przeszkodzić. Ale Kiełpek wodzie rozkazał, że jak panicz będzie przez nią przejeżdżał, to jego rumaka w kozę ma zamienić. I kiedy wszyscy weselnicy w najlepsze się bawili, i w tanecznym korowodzie na zewnątrz karczmy wyszli, zobaczyli panicza z rudą kozą na postronku.
Śmiała się wieś cała, że na gniadym koniu wyruszył, a na rudej kozie wrócił. Tak to zazwyczaj bywa, że ten, kto w szczęściu innych chce przeszkadzać, musi się liczyć z tym, że los kiedyś o sprawiedliwość się upomni. Opowiadali ludzie tę historię przez lata, twierdząc, że wodnik nie wszystkie krople krwi z Dłubni wybrał i że byli tacy, którzy na dnie w szuwarach malutkie rubiny znajdowali. Warto wiec czasem spojrzeć na strumień, czy coś czerwonego na dnie się nie błyska, bo być może szczęście się jeszcze do kogoś uśmiechnie.

wodnik2

Stowarzyszenie Nasze Zatonie
adres do korespondencji:
Zatonie -Strumykowa 11
66-004 Zielona Góra
tel. kontaktowy  609 472 188


NIP 973-099-71-92
REGON 080525424
KRS 0000384957
Bank BGŻ 33 2030 0045 1110 0000 0207 1140

 

Copyright © 2017 Stowarzyszenie Nasze Zatonie. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
Copyright 2012. Joomla Templates 2.5 |Replica Rolex

who also carried a  Replica Handbag marketing activities. These celebrity advertising increased Replica Louis Vuitton Handbags Elite status.I can not say how many times I saw the monogram bag sitting on the floor of the 2016 louis vuitton Replica handbags uk amusement park. It disgusts me to think.aqian100325 LV bags is very fashionable, which had to be taken in places like this. The Replica watches UK of the street are perfect for outdoor activities. Or, paint and a few bags of Antigua are safer around water.The best thing is to have a bag of the season to be sure. You can never go wrong with possession of more than a Watches Replica.It ‘was just a small article for the public to know and understand the importance of taking care of these fine Replica rolex items. Now I know it’s just a bag, and there are major issues in the world. I am aware of the crisis that we face every day.But for those of you who have Watches Replicas or if you want one day, just know that the way to treat affect the longevity of the bag.You can forward to the next generation, if we take care of her.2016 louis vuitton handbags made to last a lifetime. The quality of each Replica Rolex watches is eloquent.Tell the world that are one of the Hautes-fashioned. Come and get your Louis Vuitton bag today!Search of a 2016 louis vuitton handbags that is guaranteed to turn heads? We can almost guarantee a double when you add the Replica watches Aquarelle Speedy to your repertoire.
Acheter Levitra Acheter Levitra Generique Levitra En Ligne Lida Daidaihua kamagra france Viagra Strips Lida Paquets de tests Acheter cialis en ligne Acheter viagra en ligne viagra super active Acheter Levitra Kamagra Soft Tabs Viagra Kamagra En Ligne Cialis Acheter Cialis Viagra Soft
Scarpe da donna Scarpe Scarpe Adidas adidas Scarpe Scarpe Scarpe hogan oakley nike air presto new balance nike air max adidas Scarpe nike free nike blazer
michael kors Ray ban nike huarache Adidas Scarpe Abbigliamento Asics nike flyknit scarpe converse Scarpe air jordan scarpe da calcio nike free nike cortez nike roshe air max